ďťż
Raport z Mistrzostw Europy Londyn 2003, część 2





Ober - N lip 20, 2003 9:00 pm
" /> Piąta runda - Rossi Simone, Włoch (WB)]

[klin] Tutaj trochę mi się zapiski urwały, musicie mi to wybaczyć. Pamiętam tylko tyle, że jego deck był raczej nienajlepszy. Z wyjątkiem jednej karty - Akroma, Angel of Wrath. Talię dopychał różnymi nic nie dającymi morphami, nie miał za bardzo trików, zobaczyłem chyba ze trzy removale i to tyle.

[klin] 1 gra - Przegrałem ją znowu zostając na 5 landach. Zastanawiałem się czy nie zrobiłem błędu przy wkładaniu landów do talii. W 40 kartowym decku miałem 23 czary i 17 landów. W tych 23 czarach miałem ze 3-4 poniżej 3 mana w koszcie, tyle samo powyżej 3 bez możliwości tańszego zagrania a cała reszta kosztowała 3 bądź można ją było zagrać jako morph. Chyba jednak powinienem zawsze w szóstej turze mieć 6 landów na stole więc dołożenie jeszcze jednego mogłoby okazać się słuszne.

[klin] 2 gra - Ta partia nie sprawiła mi żadnych trudności, po prostu grałem swoją grę, wystawiałem lataczy, usuwałem przeszkody spaleniami i wszystko grało.

[klin] 3 gra - Wszystko było bardzo wyrównane z przewagą pod koniec dla mnie. Usunąłem wszystkich blokerów i atakerów, obstawiłem się mocno na stole i zacząłem atakować. Miałem już przejętą całkowitą kontrolę na stole zostając na 6 życiach. No prawie całkowitą. Gdy byłem już bliski zabicia go w następnej mojej turze on ze spokojem odtapował się, pociągnął kartę, spojrzał na sytuację na stole po czym zagrał Akromę mając akurat 8 landów na stole i pustą rękę. Atak - jestem martwy. Może lepiej aby nie przeklinać pozostawię to bez komentarza.

Szósta runda - Olivier Ruel, Francuz (UG)

[klin] No pięknie, jeszcze mi tu rozbawionego prosa brakowało. Co prawda nie pasował do mojego ogólnego pojęcia o francuskich graczach, mimo wszystko jakoś za Francuzami nie przepadam. Tu taki mały off topic - podczas warszawskich, co piątkowych, strefowych draftów powstało specjalne określenie dla takiej sytuacji. Gra, w której spotykają się dwaj gracze bez wygranej w trzeciej rundzie nazywana jest "finałem finałów". Pójście 0-3 w drafcie jest nieźle dołujące. Olivier był bardzo rozbawionym i sympatycznym gościem, przed grą poinformował mnie, że w poprzedniej partii dostał dwa game losy. Jak na prosa to dosyć ciekawe. Poza tym stwierdził także, że przegrany tej rundy nie ma szans na top 8.

[klin] 1 gra - Ta gra nie różniła się bardzo od tych, które do tej pory wygrałem tym deckiem. Szybkie latanie, trochę spaleń i po krzyku. W między czasie jeszcze wskoczył jeden z Macetail Hystrodonów (taka ciekawostka - zdraftowałem ich trzech a grałem dwoma, całkiem przyjemna postać). Jeszcze pamiętam, że zabrałem przeciwnikowi Brontotherium Threatenem i zabiłem jego Snarling Undoraka do tego tramplując za 2.

[klin] 2 gra - Dostałem niekontrolowanego flooda, przeciwnik nawstawiał mase bestii i po prostu sie po mnie przejechał. Ciężko mi opisywać jak jestem gnojony, więc może przejdę do następnej.

[klin] 3 gra - Zacząłem szybko napierać Gustcloak Harrierem 4/4 nie tapującym się do ataku (wzmocnionym przez Pearlspear Couriera. Zostawiłem przeciwnika na 1 sam będąc na 13, on wjechał wielkimi grubasami i Bronthoterium co zmusiło mnie dramatycznych bloków. Zostałem z jednym atakerem chodzącym i na 1 zyciu. W następnej jego ginąłem i wygrałbym tą jeśli bym dobrał jedną z pięciu kart, spalenia, [mt]Threaten[/mtg], ataker z haste'em itd. Bądź wyczyściłbym stół dobierając i rzucając Slice and Dice co jednak się nie stało. Dobrałem mocny, solidny i niezastąpiony... land. Zrobiło mi się smutno. Przegrałem finał finałów.

Siódma runda - Vollebregt Joost, Holender (GW)

[klin] Pozostał mi jeszcze gorszy od poprzedniego - "finał finałów-finałów". Po prostu klęska. Rok temu na Mistrzostwach Europy w Amsterdamie poszedłem równie wybitnie ale ten ostatni "finał" wtedy wygrałem. Poza tym, najbardziej żenujące w tej parti było to, że przeciwnik grał GW, do tej pory najgorszym połaczeniem kolorów w tym formacie. Ale już wtedy wiedziałem, że nie mi to osądzać, bo ja o limited już nie mam pojęcia.

[klin] 1 gra - Z tej rundy pamiętam niewiele. Pierwszą wygrał on znowu naciskając na moje delikatne stworzonka swoimi obleśnymi grubasami.

[klin] 2 gra - Natępną odebrałem mu moim zwiewnym, eterycznym naporem. Kiedy wystawiłem mu jednego latacza to mało nie zsiniał. Miał w talii tylko jednego blokera na niego i go nie dobrał. Ja na dodatek dołożyłem jeszcze dwóch podniebnych wojowników.

[klin] 3 gra - To klejna partia w jakiej miałem flooda ale on nie odegrał takiej istotnej roli. Ta gra przekonała mnie nad wyższością drogich i świńskich istot nad małymi, szybkimi naporowcami. W momencie, gdy miałem 5 landów na stole, zaś on 3 morphy i Gustcloak Skirmishera, miałem Slice and Dice na ręku i jakiegoś blokera na stole powstrzymującego go od ataków. Jednakże w swojej dołożył na Skirmishera Dragon Scales'y robiąc go 3/5 flying nie tapującego sie do ataku. Trochę się zirytowałem tym faktem, zamiast rzucić Slice'a dołożyłem na stół latającego blokera, którego chciałem zachować po czyszczeniu stołu. Przeciwnik w swojej zaatakował, ja zblokowałem tracąc istotę i dobiłem Skirmishera Carbonizeem. Po ataku po stronie przeciwnika pojawił się na stole Noble Templar. Znowu koleś mający 5 w obronie. Moja cierpliwość się kończyła. Powtórzyłem akcję z poprzedniej tury, znowu blok, znowu więcej trace niż on. No i oczywiście nie był mi dłużny, po ataku wstawił Gempalm Avengera. Trochę się skrzywiłem. Miałem tylko tego Slice'a na ręku i same landy. On powoli odmorphowywał coraz to gorsze maszkary i topornie acz dość szybko odbierał mi resztki sił życiowych. Straciłem wiarę w Slice and Dice'a. Według wyliczeń Oliviera straciłem także wlaśnie możliwość wejścia do top 16. Po prostu pięknie. Od teraz grałem o top 32 dające jeszcze jakiś mały zwrot pieniędzy. Do tego strasznie wstydziłem się przegranej z GW w "finale finałów-finałów"...

[klin] Nie jestem w stanie teraz zrekonstruować całej talii gdyż zaraz po ostatniej grze, z wielką przyjemnością jo podarłem. Oczywiście pomimo, że te partie wyglądały na wyrównane nie będę ukrywał, że robiłem za dużo błędów podczas gier. Połowy z nich pewnie nie jestem świadomy, bo byłem trochę zdenerwowany i z każdą przegraną traciłem koncentrację. Niestety, nie jestem prosem i muszę się jeszcze wiele nauczyć, a psychika odgrywa i zawsze odgrywała kluczową rolę w grach turniejowych.

[klin] To było na tyle jeśli chodzi o gry turniejowe tego dnia. Następnego czekał nas jeszcze draft i 3 rundy limited oraz 4 rundy constructed. Chłopaki też nie mieli zbyt wiele powodów do dumy, aczkolwiek mieli większe szanse na pieniądze niż ja. Prondek odbił swoją stratę idąc całkiem pożądnie w limited. Ishan też troszkę by nadrobił ale w ostatniej partii popełnił ogromny błąd co spowodowało, że zamiast wygrać wtopił, od tej pory zyskał przydomek "Ishancrafter". Olo trochę się podłamał po przegranej z Tommi Hovim i głupio przegrywał. O tej i wielu innych jego grach trochę się tego dnia nasłuchaliśmy, jednakże ja nie miałem zbyt dobrego humoru i starałem się unikać wszelakiej konwersacji.

[klin] Nie siedzieliśmy długo i zaraz po tym jak Radek skończył udaliśmy się do hotelu, po drodze pożegnaliśmy Prondasa i udaliśmy się spacerkiem przez jakiś park. W nocy pozwierzaliśmy się z naszych doświadczeń... oczywiście magicowych, pogadaliśmy o strategiach i dalszych planach - czy grać, czy dropować. Uznaliśmy, że lepiej grać, bo site eventy i tak są drogie a tu jest chociaż duże K-Value więc można trochę odbić straty. Chłopaki zasneli, a ja z zaciekawieniem obejrzałem film o ogromnych insektach porywających ludzi w londyńskim metrze - to było naprawdę coś.

[klin] Kiedy wstałem doszedłem do wniosku, że od tego momentu nie będę się rozstawał z notatnikiem i że będę zapisywał wszystko co warte uwagi. Z tym postanowieniem udałem się po porannym prysznicu na śniadanko. Tradycyjne cztery tościki z dżemem oraz soczek znowu miały mi dać siły na cały dzień walki - miałem co do tego mieszane uczucia. Ponieważ jeden dzienny bilet kosztuje w Londynie 1 funta, postanowiłem nie skorzystać z miejskiego transportu i udałem się truchcikiem na site. W końcu czemu nie dotlenić troszkę mózgu przed kolejnym ciężkim dniem. Na miejscu chwilę pogadaliśmy, poczym udaliśmy się do nowych stolików draftowych. Ten stolik nie wyglądał już tak okazale i znajdował się dużo dalej niż poprzedni. Uznałem, że nie będę się wygłupiał i pójdę w to co lubię najbardziej - UR. Ten zestaw zawsze dobrze mi pracował. Z tego co pamiętam to w talii znalazły się Mistform Skyreaver (otworzyłem go w boosterze), Shock (kolega obok go otowrzył), Mage's Guile, Mistform Shrieker, Lay Waste, Mistform Mask (nabrałem wiele szacunku do tej karty), Mistform Dreamer, Sage Aven, Meddle, Macetail Hystrodon (no cóż, lubię go) Shaleskin Plower, Chromeshell Crab (znowu trafiony w moim boosterze), Echo Tracer, Keeneye Aven, Master of the Veil, Mercurial Kite, 2x Aphetto Runecaster (świetny z Master of the Veil, który może odmorfowywać i zamorfowywać samego siebie i z Wall of Deceit, niestety tego drugiego nie miałem), Riptide Survivor, 2x Raven Guild Initiate (dobrzy blokerzy i fajne combo z Sage Avenem) i Goblin Brigand. Jakoś to wszystko przyjemnie wyglądało.

Ósma runda - Haim Christophe, Francuz (URb)

[klin] No i głupio trafiłem, bo mój przeciwnik miał najmocniejszy i najbardziej spójny deck z całego stołu. Tylko jego się obawiałem. Miał w talii Skinthinnera, Slice and Dice'a, dwóch Aphetto Exterminatorów, Lavamancer's Skilla Starstorma i masę tego typu niespodzianek. Kolejny nieciekawy i burkliwy Francuz. Pamiętam, ze bardzo się z nim męczyłem, a on na luzie zagrywał swoje czary pokazując mi dwa razy na koniec po kilka nieurzutych removali na ręku. Nie mam żadnego zapisu z tej gry, gdyż wtedy uważałem, że lepiej się o limited nie wypowiadać ale teraz trochę tego żałuję. Gry były szybkie, ja nie dobierałem moich tricków i removali, on po prostu wszystko skutecznie niszczył i powoli atakował. W drugiej grze do tego boleśnie mnie skarcił Starstormem zabijając mi 3 istoty a sobie żadnej. Przegrałem z nim 0-2. Z obliczeń Ruela właśnie straciłem szansę na top 32. Licząc prereleasa Scourge'a - który był ostatnim przeze mnie zagranym, sankcjonowanym turniejem w limited przed Eurosami - to była siódma porażka z rzędu. Dawno już tak nie miałem. Mój dół się pogłębiał a co gorsza powoli mnie w nim zasypywali.

[klin] W przerwie między rundami gadaliśmy trochę z Cetim. Kiedy tak sobie wesoło rozmawialiśmy przyplątał się jakiś niższy stopniem sędzia. Chyba chciał się z nami trochę zbratać ale kiedy Ceti powiedział po polsku, że koleś potrzebuje jego rekomendacji na wyższy poziom to od razu został pokarany śmiechem i uciekł nie mogąc znieść presji polskiej loży szyderców. To było nawet zabawne.

Dziewiąta runda - Perez Bastien, Francja (WR)

[klin] Często jak czytam różne raporty prosów to trafia się tego typu opis przeciwnika: "bliżej mi nie znany gracz, nie zaciekawił mnie niczym". W tym momencie warto by było ich zacytować...

[klin] 1 gra - Przeciwnik szybko i skutecznie spukał mnie lataczami i Daru Lancerem. Nie zadałem mu nawet jednego obrażenia. Mój start był za wolny. Trochę się broniłem ale moje postacie były ewidentnie za małe i za wolne. On jeszcze wstawił dużego Daru Stingera co mnie pogrążyło.

[klin] 2 gra - Po lekkiej stagnacji na stole, mój opponent zagrał Essence Slivera i począł nim atakować. Ponieważ miałem Mistform Mask na ręku i jakiegoś latacza postanowiłem nie zabijać Slivera mimo, że mogłem go dość skutecznie zblokować ze stratą tylko jednej postaci. Co lepsze po chwili dobrałem Craba, którym ukradłem Slivera. W tym momencie przeciwnik miał 28 żyć a ja 12 (Sliver był wzmocniony o Dragon Scalesy). Ale nie atakowałem nim gdyż na stole był duży stinger i mógł mi zabiś Slivera. Dostawiłem Mistform Skyreavera, zacząłem go zmieniać w Slivera i po dwóch wjazdach przeciwnik się poddał.

[klin] 3 gra - Przeciwnik chwilę nie atakował lataczami, ja zaś zacząłem wystawiać moje małe combosy. Dwa razy zblokowałem jakiś dużych naporowców Sage Avenem, którego wracałem odmorfowywaniem Raven Guild Initiate'ów. W tym czasie doszedł mi jeszcze Runecaster i Crab. Jednego z atakerów przeciwnika uraczyłem Mistform Maską, gdyż nie miałem go jak blokować. Jemu został Aven Farseer, którego zabrałem Crabem i mało użyteczny Daru Stinger. Kiedy zacząłem odmorfowywać i zamorfowywać Master of the Veil'a, co za każdym razem oznaczało zwiększanie Farseera i dobranie karty, przeciwnik się poddał. Dobierałem tyle kart dzięki moim combosom, że mało się nie przewinąłem. Ta wygrana przerwała moją chorą passę porażek. Poczułem się znowu młody i silny. Miło jak wraca wiara w siebie, szkoda że tak późno.

Dziesiąta runda - Rusconi Matteo, Szwajcar (GB)

[klin] Talia przeciwnika zawierała głównie masę elfów 2/2 za dwie many i trochę removalu. Przeciwnik cichy i spokojny, kiedy odbierałem mu zwycięstwo wyglądał jakbym mu robił wielką krzywdę i trochę przykro to wyglądało. Nawet chyba naskarżył na mnie swojemu koledze, który pod koniec oglądał grę. Mimo to całość przebiegła w miłej i przyjacielskiej atmosferze.

[klin] 1 gra - Przeciwnik wstawił jakiś napastników i chwilę mnie jechał. Ja robiłem to samo. Dostawiałem blokerów i powoli zaczynałem kontrolować sytuację. Na stole pojawili się Runecasterzy, zacząłem wstawiać lataczy. 3 w obronie moich postaci było skuteczną zaporą przed atakiem elfów 2/2. Zacząłem przeprowadzać ataki za 4 górą na co przeciwnik nie mógł nic poradzić. W takim lekkim zawieszeniu poczekał aż go zabiłem.

[klin] 2 gra - W tej partii do akcji wkroczył Chromshell Crab. Dzięki sztuczkom z Crabem podmieniłem umierającą istotę na jakiegoś naporowca przeciwnika. Szybko przejąłem sytuację na stole i zyskałem duży card advantage. Wystawiłem kolejnego mocarza na stół i począłem gnębić nim przeciwnika. Jako ostatnia deska ratunku miał posłużyć Cruel Revival ale ten został potraktowany Meddlem i trafił w elfiego blokera przeciwnika. Ten draft poszedł o wiele bardziej zadawalająco.

[klin] Mieliśmy krótką przerwę, gdzieś w między czasie na site wpadł Paweł Mazierski i zasponsorował nam trochę żarcia. Niech go Bóg za to ozłoci i da zdrowie na wieki. Potrzeba mi tego było, tościki powoli przestawały działać a przed nami były jeszcze 4 rundy constructed. Chwilę jeszcze sobie pograliśmy po czym ogłoszono nowe pairingi.

Jedenasta runda - Elfgren Bertil, Szwed (MBC)

[klin] Przeciwnik sprawiał wrażenie lekko zagubionego, robił masę błędów, nie zabardzo zwracał uwagę na to co się dzieje na stole, co i rusz gapił się w swoją rękę i czasem chyba coś pod nosem szeptał. Ale w sumie to sympatyczny gośc był.

[klin] 1 gra - Zacząłem szybkim naporem. Od razu wskoczyła Rootwalla z Carefula, potem dorzucałem kolejnych naporowców, jakiegoś Centaura, Mongrela i Werebeara. Przeciwnik nie zachwycał swoimi drawami, zabił dwóch atakerów po czym poległ. Szybko i chyba troszkę boleśnie. Wreszcie wróciłem do mojej małej maszynki. Ten deck sam gra. To tak jak lokomotywa, której trzeba tylko do pieca dorzucać a ona przejedzie po wszystkim. Zero stresów.

[klin] Włożyłem na niego 3 Counterspelle, 2 Phantom Centaury, 3 Stupefying Touche, Bearscape'a i Upheavala. Wyjąłem 3 Unsummony, Ray of Revelation, Rootwalle, 2 Wondery, 2 Quiet Speculation i Roara. Country, Upheaval i Bearscape to zestaw na każdego kontrola. Touche są ważne, gdyż po sideboardzie przeciwnik wkłada na napory Visare i często Nantuko Shade'y. Ray mógł mi się przydać tylko na Engineered Plague przeciwnika ale jedna plaga zabija w sumie tylko Basking Rootwalle, gdyż cała reszta albo jest większa albo rośnie przy Tresholdzie. Więc wolałem wywalić jedną Rootwalle i Raya. W sumie moim planem jest szybki napór i kontrowanie nieporządanych niszczycieli istot, ewentualnie Haunting Echoes, Corrupta bądź Visary. Na około 6-10 istot przeciwnika głupio jest zostawiać wszystkie Wondery i Unsummony. Zaś po włożeniu Phantom Centaurów i Bearscape'a zwiększa się koszt decku i aby to zniwelować wywaliłęm Roary. Z dwiema Deep Analizami i tylko jedny Roarem trzymanie Quiet Speculation mijało się z celem.

[klin] 2 gra - Przeciwnik zaczął z mulligana do sześciu. Chwilę go atakowałem ale moja ręka nie była rewelacyjna, karty sideboardowe nie chciały przychodzić. Spukałem go do 8 po czym odbił się na 14 Corruptem w jednego z naporowców. Wystawił swoje istoty. Ja go zbiłem do 3 ale on w swojej dobrał drugiego Corrupta, którym po ataku mnie dobił. Do tego wszystkiego całą grę męczyłem się z dwoma City of Brass a nie miałem Islandów więc sam troszkę się zkatowałem.

[klin] 3 gra - W tej partii Dostałem obrażenia tylko z fetch landów, mimo to było bardzo niebezpiecznie w jednym jej momencie. Atakowałem dosyć nieśmiale Rootwallą, do niej dołożyłem Bearscape ale nie za bardzo działało. Przeciwnik zabijał wchodzące na stół Mongrele. Ja zostałem z prawie pustą ręką on zaś zaczął się tutorować. Wiedziałem, że to wróży Corrupta lub Visare. Do tego wzbogacił sobie rękę o kilka kart za pomocą Skeletal Scryinga. Ja dostawiłem Werebeara on zaś wprowadził Visarę. Na stole była już masa Swampów. Jestem pewien, że miał już na ręku ze dwa Corrupty, gdyż żadnego nie rzucał w tej partii i dobrał za dużo kart. Ja jednak miałem mojego małego kill switcha na ręku. Oprócz na ręku był jeszcze Stupefying Touch i zastanawiałem się co zrobić. Jednakże po namyśle zdecydowałem, że nie będę ryzykować przegranej dla jednej karty z Toucha. Rzuciłem Upheavala wracając miśka i Bearcscape'a na rękę. Werebear zaraz po tym wrócił na stół. Zaraz za nim w następnej wszedł Bearscape, a następnie w kolejnej Mongrel. Zbiłem przeciwnika na 8 po ataku. On w swojej oczyścił stół Mutilatem. Ja po tym stworzyłem jeszcze 2 miś tokeny, które dokończyły dzieła zniszczenia dwoma atakami.

[klin] Po tej rundzie mieliśmy trochę czasu aby pogadać, Olek zaczął nas urzekać kolejnymi opowieściami. Aż padła idea: "Olo może byś tak wynajął skrybę?". To też nas trochę rozbawiło. Okazało się, że jeden z naszych wcześniej poznanych Słoweńców ma szanse na top 8. Bardzo nas to ucieszyło i kibicowaliśmy mu przy każdej okazji. Kolega imieniem Borut musiał wygrać tylko jedną z dwóch gier aby wejść do ćwierć finałów.

Dwunasta runda - Silverstone Julien, Francuz (RG)

[klin] Uskrzydliło mnie trochę tamto zwycięstwo. Tym bardziej ucieszyłem się, gdy dowiedziałem się czym gra mój obecny przeciwnik. Jakoś natrafiało mi się tego dnia Francuzów. Poza Ruelem wszyscy byli mocno nieciekawi i mało przyjemni.

[klin] 1 gra - Kocham takie rozdania. Szybkiego słonia zagranego z Llanowar Elfa potraktowałem Unsummonem. W drugiej turze wstawiłem Mongrela zaś w trzeciej miałem już 4 karty w grobie. Wystawiłem wtedy Werebeara. Przeciwnik w swojej potraktował go Volcanic Hammerem, ja w odpowiedzi zagrałem Mental Note. Kiedy przeciwnik zauważył, że miś jest 4/4 złożył karty.

[klin] Do talii wprowadziłem 2 Counterspelle, 2 Turbulent Dreamsy, 2 Stupefying Touche i 2 Phantom Centaury kosztem 2 Quiet Speculation, 1 Ray of Revelation, 2 Deep Analysis, 2 Mental Note'ów i Swampa. Możecie się dziwić, że na ten sam deck nie sideboardowuję się identycznie za każdym razem ale szczerze mówiąc zawsze to robiłem intuicyjnie i nie miałem bardzo ogranych schematów. Akurat ten RG, z którym w tej rundzie walczyłem, róznił się trochę od typowych, miał jakieś Shocki i Birds of Paradise'y. Wydawał mi się trochę wolniejszy (a może słabszy?) stąd pozwoliłem sobie na zatrzymanie w talii 3 Roarów i Phantom Centaurów razem.

[klin] 2 gra - Tą rozpocząłem od Mulligana, druga ręka była bardzo średnia ale ją zachowałem. Nie wiem czy to był błąd ale rozpoczęcie z RG z pięciu kart to nie jest najlepszy pomysł. Miałem Baskig Rootwalla, Phantom Centaura i 2 Roary. Fajnie jakbym miał coś do zdiscardowania tego ale niestety nie można cały czas topdeckować. Moja Rootwalla nie przeżyła tury. Przeciwnik mnie katował swoimi stworami niemiłosiernie, kiedy w czwartej rundzie wystawiłem Phantom Centaura do bloku byłem już na 9. Jego Threaten był dobrym powodem dla mnie do złożenia się.

[klin] 3 gra - To byla jedna z tych szybkich i przyjemnych partii. Szybki napór z mojej strony, Unsummony i Wonder w grobie nie dał przeciwnikowi najmniejszych szans. W momencie jak na stół po mojej stronie wchodzi Roar of the Wurm a Threaten opponenta nie ma żadnego znaczenia to jest po grze.

"Olo, gdybym ja tylko miał taką pamięć do nauki jak ty masz do rozegranych partii..."

[klin] Jeśli nie znacie Olka osobiście to muszę was zaskoczyć ale on pamięta wszystkie szczegóły z gier, sięgających nawet pierwszego, polskiego prereleasa. To niebywałą umiejętność.

Trzynsat runda - Taylor Nicholas, Szkot (RG)

[klin] Nie było lepszego sposobu na wygranie reszty gier niż trafianie na same RG do końca. Ten matchup jest wybitnie przyjemny. Nie tylko praktycznie zawsze się go wygrywa (Radek mnie niestety zawiódł przegrywając z dwoma RG ale tak też się zdarza) ale jeszcze partie trwają po 10 minut i jest masa czasu aby pooglądać sobie gry innych, zjeść coś czy skorzystać z toalety. Bardziej niż przeciwnik interesował mnie gracz siedzący obok. Przyszło mi siedzieć obok samego Mistrza Galaktyki Kaia Budde. Co prawda przyjął straszny łomot ale mimo wszystko miło jest czasem popatrzeć jak gra ktoś dobry.

[klin] 1 gra - Taylor zdołał odebrać mi trzy życia w tej grze. Miał strasznie słaby start a ja spokojnie zastukałem go Phantom Centaurem. Szybko zbudowałem sobie treshold, dzięki czemu wszystkie moje stwory były równe bądź większe od jego.

[klin] Tym razem włożyłem tylko 3 Touche, 2 Dreamsy i 2 Counterspelle zaś wywaliłem 2 Deep Analysis, Ray of Revelation, 2 Mental Note'y i 2 Quiet Speculation.

[klin] 2 gra - Wystawialiśmy sobie istoty na stół. On szybkie słonie z Elfa ja jakiś blokerów. Elfa mu ogłupiłem Supefying Touchem a słonie wróciłem na rękę Turbulent Dreamsami, discardując między innymi Roar of the Wurma. w ten sposób przejąłem inicjatywę, której przeciwnik mi więcej nie odebrał. Po dwóch atakach się poddał.

[klin] Tu Cetiemu należą się wielkie dzięki za zasponsorowanie napojów co dało nam siły na następną rundę. Olo w tym czasie zaczął pogrążać swego przeciwnika opowieściami z krypty, biedak musiał wysłuchać jego całą historię gier od początku turnieju. A tak poważnie to Olek miał szansę jeszcze na pieniądze. Musiał tylko wygrać ostatnią partię. Ponieważ Borut przegrał w tej rundzie także musiał wygrać następny mecz. Z tym, że grał o większą stawkę zaś jego przeciwnikiem okazał się francuski pros Nicolas Labarre.

Czternasta i ostatnia runda - Matteo Negrini, Włoch (RG)

[klin] No cóż, tego dnia Bogowie Hazardu mi sprzyjali. Nie mogło to się już lepiej ułożyć. Oczywiście trafiłem na mój ulubiony deck.

[klin] 1 gra - Przeciwnik zaczął z dwóch Mountainów ale na tym został do końca. Zagrał jeszcze jakieś spalenie, Firebolta albo Shocka, nie pamiętam dokłanie. Partia nie mogła trwać długo, w trzeciej turze miałem już treshold i rzucilem Quiet Speculation po Roar of the Wurm, Deep Analysis i Ray of Revelation. Nie nazwałbym tego wielkim wyzwaniem ale błąd przeciwnika polegał na tym, że się nie zmulliganował. Ponieważ z dwóch gór ciężko jest coś wywnioskować nie do końca byłem wtedy pewien czym gra, jednakże podczas gry powiedział, że mu brakuje landów. W meta było tylko 5 decków z czerwonym - Astro, Sligh, Reanimator, Bestie, RG. Takie cuda jak RB Destroy Land odrzuciłem, a Goblin Biddingów jeszcze nie było. Poza kilkoma na MTGO nikt nimi jeszcze nie grał. Bestie i Reanimator używają czerwonego jako splasha i z samymi Mountainami nigdy nie zaczną więc odpadały. Przez tamto zagranie spalenia odpadł także Astro, zresztą ręka z 2 Mountainami i resztą za 3+ many lub za biały jej kolor nie miała sensu i od razu podległaby mulliganowi. Sligh ma za tanie czary aby nie móc nic zagrać przez kilka tur z dwóch landów. Poza Blistering Firecatami czy Goblin Goonami nie było w slighach drogich kart. Jeśli wziąć pod uwagę Goony i Siege-Gang Commanderów to ręka pełna nich też nie jest dobra i należy ją zmienić. Pozostał RG. Mając rękę z jakimiś 2-3 stworami, głównie z Mongrelem i Call of the Herdem (liczę ten czar jako stwora) oraz spaleniami takimi jak Firebolt i Violent Eruption to chyba warto zaryzykować. Jeśli do tego zaczyna przeciwnik to są 3 tury na dobranie tego landu. Tak właśnie doszedłem do daleko idącego wniosku, że muszę się jednak przesideboardować na RG.

[klin] Użyłem dokładnie takiego samego sideboardu jak poprzednio - 3 Touche, 2 Dreamsy i 2 Counterspelle za 2 Deep Analysis, Ray of Revelation, 2 Mental Note'y i 2 Quiet Speculation.

[klin] 2 gra - Mój przeciwnik nie należał do największych farciarzy. Dla odmiany w tej grze miał flooda, zaczął z Birds of Paradise, potem dostawił Phantom Centaura. Ja co prawda nie zacząłem z wyjątkowo dobrej ręki. Na otwarciu miałem Islanda i Swampa a brakowało mi źródła zielonej many. Zagrałem Careful Study, z którego nie przyszło nic konkretnego - same zielone stwory, potem rzuciłem Mental Note'a i ten szczęśliwie przerzucił 2 Islandy zaś dobrałem z niego... Foresta!!!. Potem miałem już tresholda, wskoczył miś, za nim Mongoose. Przeciwnik stracił 2 Volcanic Hammery aby tego misia zabić. Po czym dostawiłem następnego i się poddał.

[klin] W taki oto sposób w miarę szczęsliwie zakończyłem format constructed na Eurosach idąc 6-1 dzięki dobremu wbiciu się w meta i jako takiemu ograniu. Jak chodzi o limited to cały czas jestem sto lat za murzynami, może jeszcze do Worldsów to poprawię. Przynajmniej się staram. Olek niestety przegrał przez naprawdę fatalne drawy zaś Borut bez problemów poradził sobie z Labarrem dzięi czemu wszedł do top 8.

[klin] Chwilę pogadaliśmy z ludźmi, po czym się zebraliśmy i wróciliśmy do hotelu. Tam obejrzeliśmy sobie bardzo sycący serial komediowy "Smack the Pony" i doszliśmy, do wniosku że Olo jest królem Reanimacji. W sumie jak się okazało Reanimator był najlepszym wyborem na ten turniej i Olek sobie nieźle radził tym deckiem. W pełni zasłużył na tytuł.

[klin] Tak mniej więcej wyglądał nasz występ na tegorocznych Mistrzostwach Europy w Londynie. Mam nadzieję, że nie zanudziłem was na śmierć tymi wypocinami.

[klin] Liczę na wszelkie komentarze uwagi i pomysły. Jeśli ktoś ma jakiekolwiek pytania proszę pisać na mail drober@wp.pl albo na gg 1759954 (wszelkie pytania o to czy się wymieniam na karty itp bzdury niestety będę ignorował)

Pozdrawiam , Ober.

[klin] P.S. Dla twardzieli i chętnych podaję jeszcze obecną wersję UG tresholda jakim gram teraz na MTGO i nawet odnoszę sukcesy (trzeba pamiętać, ze MTGO ma najbardziej rozbudowane i losowe meta jakie można sobie wymyśleć, bo jest w nim wszystko co można złożyć w formacie), a oto zmiany:

- dołożyłem do maina 1 Phantom Centaura kosztem Roar of the Wurma
- w Sideboardzie mam tylko 1 Phantom Centaura i 4 Engineered Plague, gdyż są wyśmienite na Goblin Biddinga i Elfy
- zamiast Bearscape używam dodatkowego Ray of Revelation w Sideboardzie

[klin] Zaś po rotacji 7 z 8 edycją Counterspelle zostaną zastąpione Mana Leakami a czarny kolor białym, spowrotem dla Worshipów.




Nomar - N lip 20, 2003 9:34 pm
" />bardzo fajny artykuł = świetna dawka czytania. Oby więcej Ober, oby więcej takich



Knoowch - Pn lip 21, 2003 6:16 am
" />Jak juz mowilem wczesniej - jest super nie mam zastrzezen... fajnie ze tak szczegolowo opisales swoje sideboardowanie sie w constructed
zycze powodzenia w limited na Worldsach bo w cons pewnie sobie poradzisz
Ocena oczywiscie to 6



Krid - Pn lip 21, 2003 6:18 am
" />Słowa napisane przez Mastera Obera sa za przeproszeniem głupie: "Tak mniej więcej wyglądał nasz występ na tegorocznych Mistrzostwach Europy w Londynie. Mam nadzieję, że nie zanudziłem was na śmierć tymi wypocinami." Przeprasam ale jescze niewiem jak robic cytaty .Ale ten text był swietny o zanudzeniu ten artykuł był swietny ale prosiłbym nastepnym razem o to aby napisac to w 1 czesci zeby niewystawiac dwoch ocen (dwie 6 )




Voidmage - Pn lip 21, 2003 12:14 pm
" />Dobra robota, ja również życze ci powodzenia na worldsach (szczególnie w limited )
Naprawde świetny artykuł



JumpdaFuckUp - Pn lip 21, 2003 1:34 pm
" />
">Dobra robota, ja również życze ci powodzenia na worldsach (szczególnie w limited )
Naprawde świetny artykuł


">bardzo fajny artykuł = świetna dawka czytania. Oby więcej Ober, oby więcej takich



alien - Pn lip 21, 2003 1:57 pm
" />
">Chłopaki zasneli, a ja z zaciekawieniem obejrzałem film o ogromnych insektach porywających ludzi w londyńskim metrze - to było naprawdę coś.


ten cytat rox ;p
naprawde swietny raport, szkoda ze to juz koniec ... z niecierpliwoscia czekamy na nastepny z mistrzost swiata (oby zwyciezcy, czego ci wszyscy zyczymy )
a pojscie 6-1 w constructed to naprawde duzy sukces, gdyby bylo tylko constr pewnie bys byl w top8 ... limited nie skomentuje



Lancer - Śr lip 23, 2003 7:26 pm
" />Rewelacja!! Myśle że ten art jest o wiele bardziej szczegółowo ( ci nie znaczey że gorzej) przedstawiony niż pierwsza część . Oby tak dalej Ober.



TrĄdziK - Śr lip 23, 2003 8:56 pm
" />Bardzo mi sie podoba ten art, bardzo fajnie opisuje wszystkie aspekty turniiju tak waznego jak eurosy. podziekowania dla obera i jego kompanow, zycze wiekszych sukcesow!!

| | | | >

© design by e-nordstrom